Prorocze słowa szefa Kontry - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Prorocze słowa szefa Kontry

Kto wygra na wojnie rządu z górnictwem? Odpowiada Marek Klucewicz, przewodniczący Związku Zawodowego „Kontra”, największego, liczącego ponad 1500 pracowników związku zawodowego w kopalni „Sośnica – Makoszowy”. Wywiad przeprowadzono przed podpisaniem porozumienia między związkami a rządem.   * Od co najmniej roku media alarmują o narastających stratach Kompanii Węglowej, o spadających cenach węgla. Tymczasem związkowcy żyją jakby w innym świecie, nie chcą odpuścić ani o krok górniczych przywilejów. Więc obecne działania rządu nie powinny być chyba dla Was zaskoczeniem.

Likwidacja to najgorszy wariant, którego się nie spodziewaliśmy. Oczywiście, ceny węgla spadają, ale jeśli równocześnie zwiększy się produkcję, można ten spadek zniwelować. Poza tym kopalnie mają potężną, często zbędną infrastrukturę, którą niepotrzebnie muszą utrzymywać.

* Ale nie chodzi o to, by więcej produkować, tylko by sprzedać to, co się wyprodukowało i to w dobrej cenie. A z tym już jest problem.

Nasz węgiel mógłby być konkurencyjny, ale pokutują lata zaniechań ze strony zarządu Kompanii Węglowej. Przecież nim doszło do tak dramatycznej sytuacji firmy, można było prowadzić łagodniejsze działania restrukturyzacyjne. Na obu tych połączonych kopalniach, w Makoszowach i w Sośnicy, pracowało kiedyś ponad 20 tysięcy ludzi. Teraz jest to tylko ponad 4 tysiące, ale cała infrastruktura pozostała taka sama – ilość szybów, łaźni, dwie osobne przeróbki węgla. Nic nie zrobiono, by te koszty ograniczać. Kopalnie mają też potężne tereny, wiele pustych budynków, za które trzeba płacić podatki. Niepotrzebnie.

* Oczywiście, pewne koszty można ograniczyć. Ale i tak nie zmieniłoby to chyba diametralnie wyniku finansowego kopalni „Sośnica – Makoszowy”. Tymczasem teraz co roku przynosi ona ponad 350 milionów złotych straty.

Wynikami w tak dużej firmie jak KW można żonglować, jak się chce. To w dużej mierze efekt działania zarządu, który np. kładzie nacisk na sprzedaż pewnych gatunków węgla, a innych nie. Taka polityka plus spadek cen węgla plus brak działań restrukturyzacyjnych spowodowała dzisiejszą sytuację spółki. Trzeba podkreślić, że tylko w niewielkim stopniu obciąża to dyrekcję naszej kopalni. Wszystkie kluczowe decyzje podejmowane są przez zarząd, który musi wyrazić zgodę na każdy drobiazg, nawet na zakup paru łopat. A zarząd nie jest skory do działania, prezesi przychodzą i myślą tylko, by jak najdłużej się na tym stanowisku utrzymać, bo to niezłe pieniądze, potem wysoka odprawa…  Nawet chwalony przez wszystkich prezes Mirosław Taras dużo mówił, ale niewiele dla tej firmy zrobił, nic z tego, co planował, nie weszło w życie. Gdyby szefom Kompanii uzależniono wypłaty od wyników, byłoby pewnie inaczej.

* Taki stan rzeczy, narastania straty finansowej, nie może trwać wiecznie. W końcu ktoś za te długi kopalni będzie musiał zapłacić. Na co związki są się w stanie zgodzić?

Wiemy, że restrukturyzacja firmy jest potrzebna. Jest nawet gotowy program, napisany przez autorytety górnicze z profesorem Andrzejem Karbownikiem z Politechniki Śląskiej na czele, przygotowany na zlecenie prezydenta Gliwic. Wynika z niego, że nasza kopalnia ma szansę się utrzymać, być rentowna. By tak się stało, część ludzi musiałaby odejść. Większość z nich przeszłaby na emerytury, urlopy pomostowe lub skorzystałaby z programu dobrowolnych odejść. Do 2020 roku zatrudnienie zmniejszyłoby się w ten sposób z ponad 4 tysięcy do 2 tysięcy pracowników. Na to jesteśmy w stanie się zgodzić. Ten program gwarantuje, że za 2 lata kopalnia przynosiłaby zyski.

* I związki są gotowe zgodzić się na redukcję połowy załogi? Na piątkowej demonstracji w Zabrzu Bogusław Ziętek z Sierpnia 80 krzyczał, że związkowcy nie pozwolą na likwidację nawet jednego miejsca pracy.

Uważam, że lepiej zgodzić się na redukcję, bo dzięki temu ocalimy pracę dla drugiej połowy. Tymczasem przedstawiony przed tygodniem plan rządowy jest nierealny. Czytam w nim, że górnicy z zamykanych kopalń będą mogli znaleźć zatrudnienie w innych zakładach KW. To bzdura. Nam na przykład proponuje się zatrudnienie w kopalniach „Ziemowit” czy „Piast”, do których dojazd z Zabrza czy Gliwic trwa nawet dwie godziny w jedną stronę. Wtedy pobyt w pracy trwałby nawet kilkanaście godzin dziennie. Kto przyjmie takie propozycje?

* W rządowym programie naprawczym zapisano, że kto nie chce dojeżdżać, może skorzystać z programu dobrowolnych odejść.

Ale on jest korzystny tylko dla górników, pracujących pod ziemią. A np. kobiety z administracji dostaną raptem 3 wypłaty, osoby z przeróbki 10 wypłat. To nie są duże pieniądze. A na inną robotę po latach spędzonych w kopalni mają niewielkie szanse.

* Gdy w ubiegłym roku rozmawiano o programie naprawczym KW, zwykle mówiono o likwidacji jednego z ruchów kopalni „Sośnica – Makoszowy”. Przez wiele miesięcy trwały przepychanki, którego.

Dlatego tak nas zaskoczył nowy rządowy program. Na likwidację jednego ruchu, obojętnie którego, byliśmy przygotowani, zresztą takie rozwiązanie jest ekonomicznie uzasadnione, większość miejsc pracy udałoby się dzięki temu utrzymać. Ale likwidacja całego zakładu? Wcześniejsze działania zarządu KW były jednak niespójne. Wystarczy spojrzeć na inwestycje. Na jednym ruchu zarząd inwestował potężne pieniądze w szyb, którym miał być wydobywany węgiel, a na drugim w zakład jego przeróbki. Gdzie tu logika, skoro jeden ruch miał zostać zamknięty?

Proszę napisać, co będzie się działo dalej?

Mam wrażenie, że tu nie chodzi tylko o górnictwo. Mówi się o setkach osób, które mają być zwolnione z państwowego Bumaru, niedawno padła Gazobudowa… Jak na tym tle oceniać rządowe gadki o wzroście PKB, zmniejszaniu się bezrobocia, skoro państwowe giganty cały czas zwalniają? Jeśli ktoś zatrudnia, to tylko firmy prywatne. Zastanawiamy się, czy rząd już nie oferuje zagranicznym inwestorom terenów po kopalni „Sośnica – Makoszowy”. To łakomy kąsek, w pobliżu skrzyżowania autostrad, z bocznicą kolejową. A obecne gwałtowne ruchy rządzących odbieramy jako strach przed zbliżającymi się wyborami, bo nie mogą być pewni, czy utrzymają stanowiska. Przecież wcześniej, gdy zamykano kopalnie, ten proces rozłożony był na wiele lat. Teraz ma trwać ledwie kilka miesięcy. Nawet eksploatacja już przygotowanych ścian ma zostać wstrzymana. Jeśli do tego dojdzie, złożymy w prokuraturze doniesienie o niegospodarności. A potem znowu będzie zdziwienie, że jakiemuś Niemcowi czy Czechowi, który kupi naszą kopalnię, eksploatacja się opłaci.

* Ale opłaci się tylko wtedy, gdy koszty będą pod kontrolą, a zatrudnienie dopasowane do wydobycia.

Proszę spojrzeć na kupioną przez Czechów kopalnię Silesia. Tam po przeprowadzonych inwestycjach pracuje więcej pracowników niż przed zamknięciem zakładu i do tego zarabiają oni więcej niż my. Czyli przy dobrym zarządzaniu i odpowiednim poziomie sprzedaży jest to możliwe. A u nas, gdy był okres prosperity, pieniądze, zamiast na inwestycje, szły na dywidendę dla skarbu państwa.

* Jak będzie rozwijał się górniczy protest?

Trudno powiedzieć, szczególnie, że na razie jest to inicjatywa oddolna. Związki nie organizują tych protestów, tylko sami pracownicy. Sądzę, że będzie się to zaostrzać. Potem mogą się przyłączać inne branże.

* Jednak, blokując drogi czy tory kolejowe, zniechęcacie do siebie zwykłych ludzi, którzy przez to stoją w korkach lub spóźniają się do pracy.

Tylko w ten sposób możemy pokazać nasz protest na zewnątrz, zwrócić uwagę na problemy górnictwa. Przecież, gdy będziemy tylko siedzieć pod ziemią w kopalniach, nikogo to nie zainteresuje. Jesteśmy przygotowani do akcji protestacyjnej, która będzie trwała nawet kilka miesięcy. Od dłuższego czasu obserwowaliśmy dobrze przygotowaną akcję ze strony rządu, związaną z kopalniami. Nie przypadkowo program restrukturyzacji najpierw zobaczyli dziennikarze, a dopiero potem strona społeczna. Wszystko po to, by nie dać nam czasu na reakcję. Cały czas słyszę w mediach o zaproszeniu związkowców na rozmowy z pełnomocnikiem rządu do spraw restrukturyzacji, a takiego zaproszenia nie dostaję. Widać, że zależy im tylko na zdeprecjonowaniu i ośmieszeniu naszego środowiska. To zaplanowana wojna z górnictwem. Rząd będzie chciał nas złamać i pokazać, jaka nowa premier jest stanowcza.

* I czym skończy się ta wojna?

Naszym zwycięstwem.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Komentarze są zamknięte.